Coś dla duszy

opowiadanie o motylu

Pewnego dnia mały motyl zaczął wykluwać się z kokonu. Człowiek usiadł i przyglądał się, jak motyl przeciska swoje ciałko przez malutki otwór. Wtedy motyl się zatrzymał — jakby zaszedł tak daleko jak mógł i dalej już nie miał sił. Człowiek więc postanowił mu pomóc: wziął nożyczki i rozciął kokon. Motyl wydostał się z niego bez problemu, miał jednak wątłe ciałko i bardzo pomarszczone skrzydła. Człowiek dalej go obserwował, spodziewając się, że skrzydła motyla zaczną stopniowo grubieć, powiększać się, dzięki czemu motyl będzie mógł odlecieć i zacząć żyć. Tak się jednak nie stało. Motyl spędził resztę życia, czołgając się po ziemi z mizernym ciałem i pomarszczonymi skrzydełkami. Do końca życia nie był w stanie latać. Człowiek w całej swej życzliwości i dobroci nie wiedział, że walka motyla z kokonem była bodźcem dla jego skrzydeł, że motyl jest w stanie latać tylko wtedy, gdy pokona opór kokonu.

Seria:  trójkąty

część I: Trójkąt dramatyczny

Nazwa wskazuje na pewną sceniczność opisywanego zjawiska: scena, czyli to, co widzimy, a na niej rozgrywający się dramat. Dramat w wielu aktach (od 1 do nieskończonosci, w zależności od motywacji i determinacji aktorów). Scenariusze pisze życie, a więc z każdym dniem na planecie przybywa ich setki. Uczestniczą w nim zwykle dwie lub trzy osoby (trzy role do obsadzenia). Pomiędzy nimi toczy się wartka akcja wciągająca widzów oraz oczywiście ich samych. Jednakże to, co najbardziej interesujące pozostaje w ukryciu…

Osoby dramatu i miejsca
Trójkąt dramatyczny to bardzo stabilna figura. Jednak by utrzymać tę stabilność niezbędna jest obecność trzech filarów: Ofiary, Prześladowcy oraz Ratownika. Właśnie to doskonałe trio sprawia, że rozgrywający się dramat wciąga, nabiera rumieńców i toczy się bez końca. Role te zakorzenione są w przeszłości, jak się okazuje nie tylko grających właśnie aktorów, ale również ich rodzin. Często kontynuowane są przez całe życie i przekazywane dalej – następnym pokoleniom. I choć, jako ludziom dorosłym, są im dostępne inne możliwości, inne formy tworzenia relacji, to jednak powracają do starych dobrze utrwalonych i sprawdzonych schematów. Dom i praca stają się najbardziej podatnymi scenami do rozgrywania dramatu.

Najważniejsza jest Ofiara. Wokół niej rozgrywa się akcja główna.

Kim jest Ofiara?
To osoba, która czuje się krzywdzona, wykorzystywana, zmęczona i biedna. Skarży się na swój los, na to, że jej się nie powodzi, że nic jej w życiu nie wychodzi. Często ciężko wzdycha, ma smutną minę, gdy inni się cieszą wychodzi z pokoju ze łzami w oczach. Ofiara tylko się skarży czekając, aż ktoś inny się nią zajmie i rozwiąże jej problemy. Mocno wierzy, że musi grać swoją rolę, aby się chronić.
Istnieją dwa typy Ofiary. Pierwszy, to osoba, która skarży się na to, czego nie ma, a chciałaby mieć i przeżywa związany z tym niepokój. Ten typ Ofiary w geście proszenia o pomoc przywołuje Ratownika i początkowo wyzwala chęć opieki.
Drugi typ, to Ofiara, która prowokuje, buntuje się i boi się, że może stracić coś lub kogoś i zostać odrzuconą. Ten typ Ofiary nadstawiając policzek przywołuje i prowokuje Prześladowcę, wyzwalając w nim agresję.
Rolę Ofiary należy odróżnić od bycia prawdziwą ofiarą jakiegoś zdarzenia czy osoby. Jednak właśnie na bazie realnie doświadczonej krzywdy może wytworzyć się dość niekorzystny, a czasem niebezpieczny wzorzec funkcjonowania codziennego polegający na byciu etatową Ofiarą ludzi, życiowych zdarzeń, pechów i sytuacji. Ofiara niczym magnes przyciąga wówczas do siebie każdą feralną okoliczność oraz idące za tym cierpienie. Ofiara potrzebuje cierpienia, choć wszystkim zwykle mówi, że chce się jego pozbyć i wreszcie być szczęśliwą. I to też jest prawda.

Kto jest sprawcą cierpienia Ofiary?
Oczywiście Prześladowca, czyli ten, który poprzez poniżanie, lekceważenie, wymuszanie, krytykowanie, ironizowanie czy umniejszanie wartości innych osób, a nawet bicie próbuje rozwiązać swoje własne problemy. Prześladowca często mści się za frustracje, których doznał dawniej i od innych osób, niż te, które obecnie prześladuje. Tę rolę może np. obsadzić wredny mąż lub żona, czy też szef lub szefowa. Prześladowca ma zwykle przewagę nad Ofiarą – może być silniejszy, starszy, wyższy rangą, mający wyższe stanowisko. Jest też zwykle przekonany, że Ofiara zasługuje na bycie odrzucaną i porzucaną. Sprawianie cierpienia daje jednak tymczasową ulgę i pogłębia frustrację Prześladowcy. Stąd blisko mu do zmiany swojej roli na rolę Ofiary.

Kto wybawi Ofiarę?
Teoretycznie Ratownik. Zwykle jest nim osoba, która uważa, że powinna pomagać innym nawet jeśli nikt jej o to nie prosi. Pomaga innym, aby czuć się ważny. Ratownik nie docenia, a wręcz pomija zdolność innych osób do zaspokajania swoich potrzeb. Przez to staje się bardzo wrażliwy na wołanie Ofiary, bądź sam jej poszukuje. Osoba taka może ratować innych, mimo iż nie ma do tego kompetencji, nie jest na to odpowiednia pora, czy jest zmęczona. Ratownik pomagając innym nieświadomie oczekuje na ich wdzięczność, a tym samym na potwierdzenie swojej ważności. Lecz nie zawsze pojawia się wdzięczność…
Mały chłopiec znalazł w śniegu zmarzniętą kobrę. Otulił ją, ogrzał, i przywrócił do życia: kobra podziękowała mu, ukąsiła i zabiła go…  Przed       śmiercią chłopiec zapytał: „Dlaczego mnie zabijasz”. Kobra odpowiedziała:„W naturze kobry jest żyć zabijając i jedząc małych chłopców”.

Dlaczego dramat trwa i trwa…?
Mówiąc krótko: bo aktorzy mimo wszystko lubią swoje role. Znają je na pamięć, a klimat tego, co się między nimi dzieje jest im jakoś bliski, wręcz tworzący przewidywalną sekwencję obrazów. Często nawet nie zauważają, że i kiedy następuje zmiana ról. Każdy zwykle ma swoją ulubioną rolę, ale nie opiera się zbytnio, gdy pojawia się okazja, by pobyć kimś innym niż zazwyczaj. Ofiara staje się Prześladowcą lub na odwrót, zaś Ratownik pomagając Ofierze niechcący zamienia się w Prześladowcę. Ofiara znudziwszy się chwilowo swoją rolą może także zapragnąć ratować innych, zwykle w nadziei, że w końcu ktoś uzna jej wartość i zauważy jej starania. W tych możliwościach ruchu na scenie niewątpliwie tkwi urok dramatycznego trójkąta.
Co więcej obsadzenie określonej roli stwarza szansę do utwierdzenia się w przekonaniach o sobie samym i o innych. Ofiara trafiając po raz kolejny na Prześladowcę coraz bardziej wierzy, że nic jej się nie w życiu nie uda i jeszcze bardziej rozwija umiejętność narzekania na swój los dochodząc niekiedy do perfekcji. Etatowy Ratownik widząc wdzięczność swoich Ofiar czuje się coraz bardziej potrzebny, wzrasta w siłę i przekonanie, że bez niego inni nie mogą żyć i nie dadzą sobie rady. Czuje, że może i musi dawać z siebie coraz więcej i nawet nie zauważa, kiedy opada z sił i naraża się na to, że dotrze do niego okrutna prawda o własnej słabości czy potrzebie bycia kochanym. Tego jednak scenariusz dramatu nie przewiduje, więc czym prędzej, płynnie i niezauważalnie dla samego siebie Ratownik staje się Ofiarą. Prześladowca natomiast może mieć w zanadrzu inną sprytną sztuczkę, która wzmacnia i potwierdza jego siłę i moc sprawczą. Otóż lokuje się w dwóch rolach na raz. W pierwszej scenie pokazuje się jako sprawca przemocy poniżając czy znęcając się nad Ofiarą pierwszą, by za chwilę w odsłonie drugiej chcąc wybielić swój wizerunek jawi się jako dzielny Ratownik Ofiary następnej. Teraz widz musi dokonać wyboru, w co chce uwierzyć… I również powoli wciąga się w dramat. Trójkąt dramatyczny ma wręcz mityczną już moc wciągania trójkąta bermudzkiego. Jeśli początkowo neutralny widz ulegnie złudzeniu, że Prześladowca jest jednak Ratownikiem ma szansę dołączyć do obsady jako kolejny potencjalny Prześladowca. Ma bowiem zdolność do bycia zaślepionym, co niewątpliwie ułatwia tkwienie w dramatycznym trójkącie przez dłuższy czas.

A więc jakie są korzyści z tkwienia w dramacie, czyli to czego nie widać gołym okiem?
Owa dramaturgia i powtarzalność ról paradoksalnie zapewnia uczestnikom swoistą równowagę i stabilizację. Na poziomie biologicznym pojawia się stymulacja, czyli potrzebne do funkcjonowania pobudzenie. Skoro brakuje tego pozytywnego, to zawsze pobudzenie negatywne jest lepsze niż żadne.
Na poziomie psychologicznym rozgrywanie dramatu zabezpiecza przed zmianami, umożliwia uniknięcie sytuacji nowych, czyli potencjalnie ryzykownych. Mamy tu do czynienia z działaniem w myśl zasady, że lepsze nieszczęście znane niż nie wiadomo co. Wzmocnieniu ulegają również przekonania na temat świata, innych ludzi i siebie samych, a tym samym pojawia się jakaś odpowiedź na pytanie: kim jestem i jaki jestem, wskazująca na zajmowane w życiu miejsce. Tu również kłania się zasada, że lepiej pełnić jakąś rolę niż żadną, być kimś niż zupełnie nikim.
Na poziomie społecznym natomiast pojawia się równie interesująca korzyść. Tkwienie w dramacie sprawia, że dzieje się dużo, więc nie jest nudno, a co więcej można mieć poczucie, że jest się z ludźmi. Tu znajduje zastosowanie zasada, iż lepszy dramat międzyludzki niż otarcie się o samotność.

Podsumowanie, czyli 4 powody, by kontynuować dramat
Udział w trójkącie dramatycznym:
1. Daje stuprocentową gwarancję na tworzenie relacji nieautentycznych i nieszczerych.
2. Stanowi doskonały sposób na unikanie intymności – nie służy bowiem porozumiewaniu się i zbliżaniu się ludzi do siebie.
3. Daje poczucie bezpieczeństwa i stałości poprzez możliwość potwierdzania mniemania o sobie, świecie i innych ludziach.
4. To szansa na zautomatyzowane życie, bez konieczności podejmowania świadomych decyzji, życie konsekwentne od początku do końca.

P.S. Antidotum
Jeśli jednak zdarzy się moment, gdy na chwilę na scenie zgaśnie światło i jednocześnie w umyśle aktora zakiełkuje myśl: a może by tak odpocząć i przestać grać… i myśl ta utrzyma się, a wręcz stanie się nieznośna i nie da się jej w żaden sposób opanować, to co wtedy? Odpowiedź będzie krótka, żeby nie zniechęcić zwolenników trójkąta. Otóż, trzeba odkryć swoją pasję i przywiązanie do odgrywania wszystkich trzech ról dramatu, rozpoznać prywatne korzyści stąd płynące oraz odnaleźć to, czego w życiu najbardziej brakuje i za czym bardzo się tęskni. Zwykle jest to … miłość.

autor: Ewa Kempska